...
Hacki życiowe, przydatne wskazówki, zalecenia. Artykuły dla mężczyzn i kobiet. Piszemy o technologii i o wszystkim, co ciekawe.

rosyjscy hakerzy. Główne twarze „marki”

3

Sama koncepcja „rosyjskich hakerów" wywodzi się z komiksowego memu, który jest zakorzeniony w politycznym stereotypie, zgodnie z którym zwyczajowo obwinia się kogokolwiek za wszelkie problemy, ale nie siebie. Stażysta w Microsofcie zostawił router bez hasła – winni są rosyjscy hakerzy, serwis pogodowy nie zauważył zbliżającego się huraganu – zgadnijcie, kto jest winny. Marka ta, że ​​tak powiem, zyskała szczególną popularność w 2016 roku po wyborze Donalda Trumpa i związanych z nią aferach i oskarżeniach pod adresem Rosji.

Dzisiaj chciałbym porozmawiać o najbardziej kultowych „przedstawicielach marek”, którzy kiedyś wywołali poruszenie w międzynarodowej społeczności IT.

Przytulne i modne misie

rosyjscy hakerzy. Główne twarze „marki”

Grupy hakerów znane również jako ART28 i ART29. Zachodni eksperci ds. cyberbezpieczeństwa twierdzą, że działają pod auspicjami odpowiednio FSB i GRU, nieustannie rywalizując o miano najniebezpieczniejszej grupy hakerskiej w Rosji.

Charakteryzują się tym, że praktycznie nie dokonywali włamań w celu wzbogacenia się – ich głównymi celami były najczęściej międzynarodowe organizacje, firmy, a czasem osoby pozostające w konflikcie z Rosją lub pod lufą rosyjskiej polityki zagranicznej.

W szczególności ugrupowania te są oskarżane o ingerencję w wybory prezydenckie w USA w 2016 roku (wówczas wybrany został Trump), ataki na systemy informacyjne USA i NATO oraz gromadzenie obciążających dane rządów kilkudziesięciu krajów świata.

Włodzimierza Drinkmana

rosyjscy hakerzy. Główne twarze „marki”

Wraz ze swoim wspólnikiem, Dmitrijem Smilyantsem, wyrządzili szkody w wysokości 200 milionów dolarów. Schemat był prosty: Vladimir włamał się na strony internetowe małych sklepów i przedsiębiorstw, w których bazie danych przechowywane były dane płatnicze klientów, a Dmitry wraz ze swoimi asystentami zajmował się sprzedażą skradzionych kart kredytowych.

Jedne z najniższych cen na rynku kart (10 USD za kartę amerykańską, 15 USD za kartę z Kanady i 50 USD za kartę z Europy) szybko przyniosły grupie popularność, co ostatecznie doprowadziło do tego, że w pewnym momencie połowa wszystkich skradzionych dane dotyczące płatności na planecie.

Na szczególną uwagę zasługuje fakt, że Smilyanets przez długi czas wykorzystywał wpływy z cyberprzestępczości do wspierania odnoszących sukcesy drużyn e-sportowych Moscow Five w Dota 2, CS-GO i innych dyscyplinach. Zespoły nadal istnieją, ale oczywiście już za legalne fundusze.

Jewgienij Bogaczew

rosyjscy hakerzy. Główne twarze „marki”

Za pomoc w złapaniu tego hakera FBI oferuje nagrodę w wysokości 3 milionów dolarów, ale jest to praktycznie niemożliwe: mimo ogromnego zainteresowania zachodnich służb wywiadowczych Jewgienijem, krajowe siły bezpieczeństwa nie mają wobec niego żadnych roszczeń, a ponieważ został wystawiony na znajduje się na liście poszukiwanych, nie opuścił terytorium Federacji Rosyjskiej.

Za nim stoi stworzenie jednego z najgroźniejszych wirusów kradnących dane płatnicze i to nie od nikogo, ale od samych banków. Wirus „Game over Zeus” został uwolniony przez osobę ukrywającą się pod pseudonimami Slavik i lucky12345. Jednak samo włamanie się do struktur bankowych Slavika nie wystarczyło, wkrótce zgromadził wokół siebie cały zespół podobnie myślących ludzi, którzy pompowali możliwości wirusa, regularnie udostępniając aktualizacje, a nawet przeprowadzając testy beta na serwerach prywatnych firm, następnie szantażując ofiar (to właśnie ta grupa wprowadziła taki system do cyberprzestrzeni). praktyka).

Podczas operacji deanonimizacji Jewgienija eksperci odkryli również, że GameOver to nie tylko wirus do kradzieży pieniędzy, ale także najbardziej wyrafinowane narzędzie do zbierania danych wywiadowczych, do którego dostęp miał tylko Bogaczew. Nie znaleziono bezpośredniego związku między hakerem a agencjami rządowymi, ale założenie, że pracuje on dla wywiadu w zamian za immunitet, stopniowo stało się aksjomatem.

Władimir Lewin

rosyjscy hakerzy. Główne twarze „marki”

Nie mylić z Leninem. Vladimir jest pierwszym rosyjskim hakerem, który dosłownie wysadził w powietrze media, zarówno krajowe, jak i zachodnie, opisem swoich okrucieństw popełnionych w Stanach Zjednoczonych z innego kraju.

W 1994 roku Vladimir włamał się do sieci amerykańskiego banku CityBank i ukradł, według różnych szacunków, do 10 milionów dolarów. W tej historii jest tyle zabawnych momentów, że nawet nie wiesz od czego zacząć.

Po pierwsze, Vladimir nie włamał się do sieci banku, zgodnie z własnymi wypowiedziami i słowami jednego znanego hakera w wąskich kręgach, ArkanoiD, Levin po prostu kupił instrukcje dostępu do już zhakowanej sieci i wykorzystał to tylko na swoją korzyść. Absurdalnie, służby bezpieczeństwa były tak obojętne na automatyczne ostrzeżenia hakerskie, że jeden z uczestników włamania uruchomił grę online StarTrek na serwerze banku i grał w nią online przez kilka godzin.

Po drugie, ówczesne prawo legislacyjne post-sowieckiej Rosji nie przewidywało kary za przestępstwa komputerowe. Ogólnie. Aby zwabić Vladimira Levina do kraju, w którym dosięgną go nieustępliwe ręce FBI, musieli wywrzeć presję na jego wspólników w wycofywaniu środków, aby zastraszyć go horrorami „przyjdą bracia po swoją część łupów”, z tego powodu wyjechał do Wielkiej Brytanii do ciotki, gdzie został przyjęty zaraz na drabinie samolotu.

Powyższe punkty nie powstrzymały jednak mediów przed zrobieniem z niego jednego z największych rosyjskich hakerów tamtej epoki.

Jegor Kriuczkow

rosyjscy hakerzy. Główne twarze „marki”

Młody absolwent Politechniki w Petersburgu chciał uzyskać dostęp do serwerów Tesli. Co zaskakujące, mimo wszystkich swoich ambicji, Yegor nie był szczególnie obeznany z komputerami – główną częścią planu było zwerbowanie jednego z pracowników Tesli, którego znał, do załadowania złośliwego oprogramowania do sieci firmy z samego serca.

Wspólnik Kriuczkowa po długich wahaniach zgodził się wziąć udział w włamaniu za milion dolarów, ale FBI zatrzymało całą wesołą kompanię. Mieszkaniec Petersburga twierdził, że stoi za nim poważna grupa hakerska, ale po zbadaniu wirusa stróże prawa mieli powody sądzić, że działał sam.

Plan był szalenie prosty: oprogramowanie na pendrive’ie spowodowałoby błąd „odmowy usługi” dla większości samochodów na całym świecie, a Egor zażądałby w tym czasie okupu za odblokowanie Teslacarów. Mimo że plan się nie powiódł, nawet Elon Musk dostrzegł geniusz nieudanego hacka.

rosyjscy hakerzy. Główne twarze „marki”

Ta strona korzysta z plików cookie, aby poprawić Twoje wrażenia. Zakładamy, że nie masz nic przeciwko, ale możesz zrezygnować, jeśli chcesz. Akceptuję Więcej szczegółów